Siedzę w pracy. Nudno… napiszę tu coś.
Nie nie umarłem, całkiem nieźle mi się nawet ostatnio żyje. Tylko tak… nudno właśnie, tak stabilnie.
Pracuję w kawiarni. To już będzie rok od kiedy zacząłem. Przez ten czas poprawił się nieco mój status finansowy. Zrobiłem prawo jazdy. Miałem już nawet stłuczkę i wypadek. A to oznacza, że zdobyłem samochód (wspaniały Maszkar). Z tymi kraksami, to miałem chyba trochę pecha… ale wciąż się uczę. Nieważne jak w codziennym życiu bym siebie nie idealizował, to czasem przyznaję przed sobą jak niewiele ciągle umiem, a co straszniejsze jak niewiele przyswajam w ten ostatni czas. Mam dziewczynę, mieszkamy razem już rok. Nie jest to ani jeden z Aniołków. Zresztą i one się rozeszły. Brakuje kontaktu, trochę tęsknię… za jednymi bardziej za innymi mniej. Czasem się zastanawiam co musiałbym zrobić w przeszłości żeby to wszystko potoczyło się nieco inaczej. Ale czasu teraz nie cofnę, jeszcze nikt mi tego nie umożliwił. Poczekamy, tylu przecież kształci się fizyków i informatyków. Wierzę, że dożyję. Kolejny kot u mnie w mieszkaniu. Pierwszy został przeniesiony do lepszego świata (i nie mam tu na myśli krainy wiecznych łowów. Po prostu znajduje się u mojej babci w domu, ma lepsze jedzenie, więcej ruchu i wolność. A o czym bardziej może marzyć taki kot? Mało tego… chyba nie został wykastrowany. Ogólnie, to może gdyby był bardziej świadomy, to byłby świadom tego, że jest szczęściarzem. Wielkim nawet. Kupiłem telewizor, nie oglądam… służy jako ogromny monitor do komputera. Jem sushi, planuję w przyszłości być kimś ważnym, robić coś interesującego. Jak zwykle brak mi trochę motywacji do nauki. A właśnie bezpieczeństwo narodowe, kierunek studiów jaki podjąłem. Ciekawiej, bardziej nowocześnie, mniej wymagająco i jakoś przyjemniej. Ale czy to mi ułatwi życie? Nie wiem. Zobaczymy.
Pewne rzeczy się nie zmieniły. Ciągle większość wolnego czasu spędzam przed komputerem. Ciągle moi znajomi są wszędzie tylko nie blisko. Ciągle jestem marudny, uparty i święcie przekonany o swojej racji. Niezbyt często przyznaję innym rację, a niektórym nigdy. Nie wynika to jednak z tej upartości, po prostu są momenty w których tej ich racji nie widzę, nie mają jej dla mnie… a ja się nie zwykłem poddawać.
Czy mi dobrze w życiu? Nie wiem, ciągle czegoś mi brakuje. Czuję się jakiś trochę stary, zdziadziały. Brakuje mi rozrywek, nuda wkrada się drzwiami i oknami, a ja nie umiem z nią walczyć. Chciałbym iść, napić się, być znów mądrzejszym (cały czas od 2 lat mam wrażenie, że głupieję, że nieco wyblakłem). Nie wiem jak to osiągnąć. Zawsze wydaje mi się, że może brak mi pieniędzy, może nie ma z kim, ale tak po prawdzie to brakuje pomysłów. Lubię grać w RPG, ale przecież to nie może być całe moje życie. Nikt dookoła nie wykazuje inicjatywy. Mogę się iść napieprzyć, pogadać przez skype… i tyle. Samotny w stadzie, strasznie mało tej inicjatywy. Czytam książki, zapalam się na chwilę do wielu rzeczy, mam wspaniałe wizje… i jakoś tak nagle o nich zapominam, szybko się spalają. Ogień na słomie.
Co tu więcej pisać? Może to jakoś mnie odżywi, nasyci… nie wiem, cokolwiek. Nie chcę się już starzeć, nie chcę umierać w sobie w środku. Wróćcie wszyscy, Meingeist, wo bist du?! Nie chcę się tlić… wróćcie.
